Solidna porcja ruchu jest dobra na wszystko. Dla mnie to wyjątkowe lekarstwo. Bardzo podobają mi się Twoje podziekowania dla bliskich za wspólne parę chwil. Pozdrowienia Staś.
Pogoda jest jaka jest, w górach wędrować samemu teraz trochę niebezpiecznie. Sam jestem osłabiony, bo po kilku miesiącach ciszy, moja choroba znowu się odzywa. Nie mogę się jednak poddać i tak zrodziła się ta trasa po równym.
We wstępie już podałem co jest powodem, że tym razem nie idę górami. Postanowiłem, że odwiedzę moich przyjaciół w Kozakowicach Górnych, a rodzaje szlaków będą się zmieniać, gdyż na początku szlak spacerowy, potem będą rowerowe, a końcówka należeć już będzie do turystycznego.
Rozpoczynam wędrowanie w odległości 5 minut od domu, na ulicy Wantuły, wchodząc na niebieski szlak spacerowy o godz. 11.05. Mgła dokładnie przykryła horyzont, więc robi się wrażenie, że góry zniknęły. Ale to nic, gdyż bardziej skupię się na tym co przy trasie i w ten sposób oglądam nowo budujące się domy, niedawno wybudowane, domy po całkowitej przebudowie, ale też i takie, które od lat pozostają takie same, a niektóre od lat coraz bardziej niszczeją.
Odcinek do Hermanic, wiosną, latem i jesienią jest stałym moim odcinkiem dojścia i powrotu na działkę i z działki. Działkę mamy właśnie tuż przy kościele, który jest naszym sąsiadem. Dziś jednak jest to odcinek mojej trasy, więc zupełnie na co innego zwracam uwagę.
Do kościoła przy klasztorze Ojców Dominikanów przychodzę o 11.35. Robię kilka zdjęć , w tym stajenki i kaplicy patronki tego miejsca - Królowej Polski. Zatrzymuję się na przedpołudniowej modlitwie, po czym o 11.47 idę dalej, wcześniej jednak podziwiam niektóre fragmenty kościoła, w tym dzwony zasłonięte pięknie drzewami.
Przejście przez 2-pasmówkę focę i ku mojemu zdumieniu nadjeżdżające samochody zaczynają hamować, jednak kiedy chowam aparat do kieszeni, słyszę tylko pisk opon i nabierają szybkości takiej na ile tylko pozwala fabryka. Nie wiem jak można wariować na drodze przy takich warunkach. To skrzyżowanie jest zresztą bardzo niebezpieczne i wiele osób już tam życie straciło.
Potem wędrówka drogą przez Kozakowice. Wiodą tędy różnorakie szlaki rowerowe, co będzie widać, od Greenway po regionalny. Tym odcinkiem trasy nie wędrowałem więcej jak pięć lat i znowu podziwiam ile się przez ten czas zmieniło. Zauważam, najpierw nad goleszowskim Chełmem, a potem nad innymi górami, że mgła zaczyna się podnosić i odsłaniać zbocza. Na razie to wszytko takie jeszcze blade.
Za remizą strażacką , przy której widać płytę z napisem ile setek lat mają Kozakowice, skręcam w lewo na drogę prowadzącą do domu moich przyjaciół. Przychodzę do nich o 12.25 i zastaję zamknięte drzwi. Miała to być niespodzianka z mojej strony a musiałem jednak skorzystać z telefonu. Trochę poczekałem i przyjechali. Nawet nie wiem kiedy przeleciały 3 godziny. Trzeba iść dalej. Jakże zmieniły się przez ten czas warunki. Śmiałem się, że znalazłem słońce schowane w Kozakowicach, bo teraz pięknie świeciło i wszystko zrobiło się dokoła kolorowe.
Początkowo szlakami rowerowymi wędrowałem przez Goleszów, podziwiając widoczne już góry, po prawej Chełm, a po lewej obie Czantorie, jeszcze bardziej po lewo Równicę. Słońce krótko poświeciło , bo zaraz zaczęlo się chować za Jasieniową. Poszło się położyć, a ja dalej przez Goleszów. Spotykam czarny szlak turystyczny wiodący od dworca kolejowego w Goleszowie na Wielką Czantorię i nim dochodzę do mety w centrum Goleszowa o 16.05.
Autobus mam o 16.14 i spokojnie wracam do domu z całkiem spokojnej lecz bardzo mi potrzebnej trasy , wzbogaconej wizytą u bardzo bliskich mi ludzi. Bardzo im za ten wspólny czas dziękuję.