Świetnie bawisz się słowami, co ja bardzo lubię. Jak wszystko będzie tak jak sobie planuję to już jutro obficę obfoceniem hahaha
Planowana od tygodnia trasa rogalowa. Tak rogalowa, bo ma taki kształt gdyby zobaczyć to na mapie. Rogal wokół Bielska-Białej.
Skoro wczoraj sam, to dzisiaj w duecie z Jadzią. Planowana wycieczka od tygodnia musiała dojść do skutku bez względu na warunki pogodowe. A te dziś były zmienne jak w kalejdoskopie. Zaraz na starcie zaczął padać śnieg, potem przestał ale było pochmurno. Zanim doszliśmy na Kozią Górę już świeciło słońce...ale, po kolei.
Autobusem MZK linii nr 1 przyjechaliśmy do Cygańskiego Lasu. Latem na Kozią Górę wchodziłem szlakiem zielonym, ale dziś wybraliśmy kolor żółty, by po pewnym czasie wejść na nartostradę i nią właściwie oraz napotkanym przy górze wspomnanym już zielonym , dojść do schroniska na Koziej Górze. Start o 7.55. W czasie wychodzenia oglądaliśmy pozostałości po słynnym onegdaj torze saneczkowym. Kiedy znad Bielska-Białej zaczęły znikać chmury mogliśmy obserwować to sporych rozmiarów miasto. Przed schroniskiem wdrapałem się na początek toru , o którym przed momentem pisałem.
Do schroniska doszliśmy o 9.05 i jeszcze mieliśmy widok na Skrzyczne. Kiedy tylko zamkneliśmy za sobą drzwi nagle na zewnątrz pociemniało i zapanowała wichura niosąca śnieg, była porządna zawierucha. W ciepłym pomieszczeniu byliśmy do 9.55. Trzeba było jednak iść dalej, początkowo szlakiem niebieskim (jeszcze w śniegu), by po 10 minutach o 10.05 wejść na żółty. Jak żółty to i słońce wyszło. Nie wiem co miało w promieniach, ale kilkakrotnie uczyniło ze mnie "rysunkową postać" hahaha.
Na sam Kołowrót nie wychodziliśmy, bo wybraliśmy nartostradę, z której więcej było widać, przede wszystkim ozłocone słońcem Bielsko-Białą, a także szczyty Beskidu Małego. Nawet Leskowiec na nas w pewnym momencie popatrzył. Gdy po łuku nartostrady staliśmy się wędrującymi równolegle do ramienia, którym będziemy schodzić z Szyndzielni, znowu nadciągnęły chmury i znowu padał śnieg. Widzieliśmy unieruchomioną kolejkę linowa, wagoniki wyglądały jak domki dla dużych ptaków.
O 10.52 na Przełęczy Kołowrót ponownie wchodzimy na nasz żółty szlak turystyczny i wspinamy się powoli na Szyndzielnię. Im wyżej, tym więcej śniegu i znowu jestem tak jak wczoraj u Pani Zimy.
Wjazd do schroniska pojazdem jaki o tej porze roku powinien być hahaha
Jesteśmy w schronisku na Szyndzielni krótko, bo od 11.36 do 12.00. Potem dalsza podróż tym razem czerwonym w stronę Dębowca. Tam gdzie idziemy jest pochmurno i wietrznie, natomiast nad BB dalej świeci słońce. Przed Saharą, na którą przychodzimy o 12.30 patrzymy z kolei na "ramię rogala" którym wchodziliśmy, a także oglądamy tym razem już czynna kolejkę z drugiej strony.
O 12.34 wchodzimy na szlak zielony, ale jak szybko na niego weszliśmy, tak szybko wróciliśmy na czerwony. A wszystko dlatego, że zielony wiedzie górą, a rozpoczęła się taka zadymka, że w ciągu kilku minut byliśmy białymi bałwankami. Nie można było nawet wyciągnąć aparatów fotograficznych, w obawie, aby coś nie zostało w nich uszkodzone. Czerwony szlak idzie niżej i przynajmniej zbocze góry zasłaniało od pędu porywu wiatru.
Przed schroniskiem na Dębowcu znowu wszystko wróciło do normy. Dotarliśmy tam o 13.13 i wyszliśmy o 13.55 aby zdążyć na autobus MZK linii 8. W środku Jadzia na chwilę zniknęła i przyszła odmieniona i stwierdziłem, że kobiety mają zaczarowane plecaki, skoro w nich potrafią zmieścić szafę z ciuchami. O mało co nie zapytałem: kogo pani szuka, bo wyszła różowa a wróciła zielona hahaha
Jak na trzynastego i na piątek była to cudowna trasa. Na dół do pętli autobusu nr 8 przed dolną stacją kolejki linowej na Szyndzielnię schodziliśmy obok czynnego tym razem toru saneczkowego. Nie było za to chętnych.
Na mecie meldujemy się o 14.05 i o 14.10 zabiera nas stamtąd autobus.