Adasiu, taka zaweja śnieżna w Szczyrku, nooo zima sobie przypomniala o nas!
Vincci, dawano Cie nie bylo.Napewno nielugo z twoim zdrowem bedzie lepiej i też połazikujesz po gorach!
pozdrawiam chłopaki :)))
Dzięki Wam za życzenia powrotu do zdrowia. No cóż, to już 3 tydzień nie chce ze mnie wyjść przeziębienie i mąci w moich planach. Miałem wczoraj rozpocząć tegoroczne wędrowanie od Żywiecczyzny. Niestety nie dałem rady. Za to kiedy dzisiaj o 10 rano zobaczyłem za oknem błękit nieba i słońce, to już nic nie było mnie w stanie powstrzymać. Papapa tapczanku, leż sobie sam, ja idę kolejny raz spróbować wygonić to draństwo z mojego organizmu.
Zatem pomysł błyskawicznie przerodził się w realizację. Pogoda w sumie miała być zmienna, toteż z uwagi na późną porę postanowiłem wyjść na Równicę, a potem zobaczy się.
Jednak fotograficzna relacja rozpocznie się od powitania Nowego Roku na ustrońskim rynku i to będzie nawiązanie do miejsca startu , właśnie tam. Bonusowe zdjęcia na początku, ale już zaraz potem z tej trasy, której start nastąpił o 11.05 czerwonymi szlakami na przemian turystycznym i spacerowym.
Po wejściu do lasu błękit nieba zniknął, nadciągnęły chmury, więc nawet nie zatrzymywałem się przy tzw. Kamieniu. Do schroniska na Równicy to było takie prawie już wiosenne wędrowanie. Na górze pojawił się śnieg. Czas w schronisku spędziłem pomiędzy 12.25 a 12.45. Jak zawsze choinka tam jest w ciemnym rogu i tylko lampki ją oświecają, tak też ją ująłem, ale na następnym zdjęciu została potraktowana fleszem.
Dalszy etap trasy to wyjście na szczyt Równicy żółtym szlakiem. Nie wstępowałem do Dworu Skibówki, jako, że byłem tam podczas mojego ostatniego pobytu na Równicy (a trzeba swoją obecnością równo wszystkich obdzielać hahaha). Już podczas wchodzenia na szczyt stwierdziłem, że pójdę dalej, na Orłową, gdyż warunki są dobre. A następnie skojarzyłem, że pierwsza moja numerowana trasa, czyli trasa nr 1, która odbyła się 06.11.1996, wiodła z Ustronia Dobki przez Orłową, Równicę do Ustronia, czyli odwrotnie niż dziś.
Zmieniło się przez te lata tyle, że zielona trasa łącząca Dobkę z Orłową dawno została skasowana. Jest tylko na starych mapach. Mam sentyment do tego odcinka i dziś po latach, postanowiłem przejść tym odcinkiem, bo droga została przecież. Ale o tym później... już wiadomo gdzie pójdę.
Na szczyt Równicy dotarłem o 13.00 oglądając w miarę dostępny dla oczu daleki krajobraz. Na szczycie skręciłem w prawo na bezszlakowy odcinek, który został łącznikiem z następnym moim niebieskim (po 10 minutach).
Potem obserwacja jak chmury zakrywają Brenną, potem ją odkrywają, a po prawej Wielka Czantoria , a właściwie jej szczyt ciągle w pierzynie z chmur. Słońce punktowo oświetlało coraz to inne miejsce, jak reflektory teatralne podczas spektaklu. To też był spektakl tylko, że naturalny. Dzięki tym oświetleniom było nawet widać czeskie góry, które raczej z tych miejsc nie są widoczne na codzień.
Po czasie dołączył do niebieskiego zielony z Ustronia Polany i już wspólnie doszedłem do Chaty Orłowa i tutaj potwierdziła się pogłoska. Budynek stoi, ale Chaty Orłowa już nie ma. Jest to teren prywatny. Kiedy budowali chatę, to jeszcze na Orłowej funkcjonowało schronisko. Nowa chata odebrała mu turystów. Kiedy stare zamknęło działalność, to właściciele Chaty Orłowa zaczęli z turystami grać w kotka i myszkę. Więcej czasu było zamknięte niż otwarte. Jeszcze w ubiegłym roku prowadziło ją bardzo sympatyczne młode małżeństwo i ludzi było sporo. Nie wiem dlaczego zapadła decyzja o likwidacji chaty, ale pogłoski mówiły, że właściciele tam chcieli zrobić pensjonat. Dziwne ale prawdziwe. Prawdziwe jest też to, że obecnie na Orłowej nie ma już żadnego miejsca gdzie można coś zjeść czy napić się czegoś.
Na Orłową do węzła szlaków dotarłem o 14.02. I teraz zaczyna się schodzenie szlakiem zielonym, którego już nie ma. Jakże ucieszyłem się, kiedy zobaczyłem wyblakłe oznaczenia na drzewach, czyli jeszcze są ślady. Nie wiem dlaczego został skasowany, skoro droga jest, jest wydeptana ścieżka, a pozbawia się przez to turystów ciekawych widoków, jak chociażby Równicy (patrz awatar trasy).
Zejście do Ustronia Dobki obok dzwonnicy pożarowej i dawnego schroniska młodzieżowego aktualnie przerobionego na kaplicę. Na dole także zastałem plakat reklamowy spektaklu, którego tytuł aby nie okazał się proroczym tego co nas czeka w najbliższych latach, bo jak się obserwuje to, gdzie nas obywateli mają poszczególne rządy (wszystkie takie same!), to taki wniosek się nasuwa. Bo jak już na nic nas nie będzie stać, to przynajmniej humoru nam nie odbiorą.
Jest też kolejne zdjęcie bonusowe. Jest to pierwsze zdjęcie z pierwszej numerowanej trasy na miejscu jej startu. Zdjęcie o tyle ciekawe, że pokazać miało szlakowskaz otoczony płotkiem. Coś zacięło się wtedy w aparacie i drugie zdjęcie mojej osoby zostało nałożone na to pierwsze i tak powstało coś czego nie było, czyli ja za płotkiem pod szlakowskazem. Naprawdę mam sentyment do tego odcinka, do tamtego dnia i innych, bo przecież jeszcze kilkakrotnie tamtędy chodziłem, szczególnie kiedy był wysyp grzybów, bo ich tam zawsze sporo rosło.
Będąc na dole, stwierdziłem, że zamiast czekać godzinę na autobus, pójdę dalej, też skasowanym!!! szlakiem zielonym do Wisły Obłaźca. I znowu nie rozumiem motywów tego czynu, gdyż wiodą tamtędy 3 szlaki rowerowe. Oznaczenia wszystkich rowerowych widać przy wejściu na nowy mostek wiszący nad rzeką Wisła na granicy miast Ustronia i Wisły.
Skasowany zielony szlak zaczynał się na przystanku kolejowym w Wiśle Obłaźcu. Do samego końca nie dochodzę, lecz kończę trasę tuż przed, czyli na przystanku autobusowym też na Obłaźcu o godz. 15.25.
Ciekawa trasa, choć wcale ale to wcale nieplanowana. Czy organizm zwalczył przez to złe wirusy, nie wiem, to dopiero okaże się jutro, może pojutrze. Ale powinien, bo już w piątek Strumień czeka, a bardzo chciałbym tam być.