Poza tym, że wierzyłem w prognozę pogody podawaną w onecie, nic nie zapowiadało przyzwoitej aury. Wszędzie chmury, było nawet tak, że moje wędrownicze towarzystwo już w Bielsku-Białej zaczęło się zastanawiać, czy nie zmienić planów, bo po co iść na Babią, jak nic nie będzie widać. Ja byłem gotowy iść nawet sam, bo to był cel mojej podróży przygotowywanej od ponad tygodnia.
Po przyjeździe do Zawoi, widać od czasu do czasu małe błekity nieba, więc jednak pójdziemy, choć nie wszyscy, bo koleżanka, która nas przywiozła, ma inne plany i ten czas naszej wędrówki, zagospodaruje sobie inaczej. W każdym bądź razie startujemy z parkinkgu (początkowo we mgle) na Przełęczy Krowiarki, czerwonym szlakiem o godz. 8.35. Idziemy w trójkę i kiedy widzimy między drzewami słońce i znikającą mgłę, to poddajemy się urokowi tego co widzimy dokoła.
Po godzinie wędrówki o 9.35, docieramy do Sokolicy i pierwszy upragniony widok na Babią Górę skąpaną w słońcu. Za to dookoła ocean, tak ocean, a Babia Góra jest wyspą. Im wyżej tym widoki bardziej baśniowe. Powiem tak - nie ma takich słów, zdjęć, żeby oddać to co widzieliśmy. Wchłaniamy całym ciałem wszystko to ,co przygotowała nam tutaj Matka Natura. Tutaj trzeba było być.
Okazuje się, że tak jak Babia Góra jest wyspą na tym mlecznym oceanie, tak samo wyspą są Tatry, w oddali Gorce, poszczególne słowackie szczyty, jak Chocz, który jest tylko malutką wysepką. Wydaje się, że wystarczy wejść do łódki i popłynąć w kierunku Tatr. Baśniowy świat.
Z tyłu powoli zaczynają wyłaniać się szczyty Polic i też tworzą swoją wyspę. Podziwiając coś, czego nikt z nas dotąd nie widział i nie jest wiadomym, czy jeszcze w tej formie ujrzy, powoli wspinaliśmy się w kierunku Diablaka, mijając po kolei Kępę, Gówniaka (11.00). Spotkaliśmy młodzieńców, którzy byli na wschodzie słońca, podobno też tak bajecznym jak to co teraz nas otaczało. Każdy zauroczony fotografował te piękności, by jak najwięcej z tego zatrzymać. Ja też nie zważałem dziś na słońce nad Tatrami i wcale mi nie przeszkadzało przy robieniu zdjęć.
Od czasu do czasu było widać, jak nad Zawoją, ten ocean mleczny zaczyna zanikać i coraz więcej widać w dole.
Wreszcie pojawił się Diablak, a przykryty śniegiem kamienny murek, z oddali przypominał polarnego niedźwiedzia i ja bardzo ucieszyłem się z perspektywy spotkania z nim (awatar). Na szczyt dotarliśmy o 11.34 i byliśmy tam do 12.00. Z każdą minutą przybywało ludzi, głównie młodych (co cieszy) od strony Przełęczy Brona i wspólnie oddawaliśmy się urokowi otaczającego piękna. Nasz kolega wyczarował picie ze skarpetki... wiadomo bajka (hahaha). Było miło, wesoło i wcale nie mieliśmy ochoty iść dalej.
W planach było jeszcze wyjście na Małą Babią Górę, ale mając na względzie to, że na dole czekać nas będzie nasza koleżanka, zmieniamy plan i po zejściu na Przełęcz Brona (12.57) schodzimy dalej do schroniska. Wcześniej obserwujemy, jak wyspą staje się Pilsko, Romanka, a na horyzoncie sam szczyt Skrzycznego. Zawoja powoli cała odkryta. My co jakiś czas odwracamy się jeszcze w kierunku Diablaka... a Mała Babia Góra jeszcze poczeka i pewnie doczeka się.
Do schroniska na Markowych Szczawinach dotarliśmy o 13.23 i będziemy tam do 14.25. Nastrój jeszcze bożonarodzeniowy i to jest piękne. Z kolegą pijemy grzane piwo, które tutaj akurat przyrządzone jest jak należy i polecamy skosztować bo warto.
Na dół mieliśmy schodzić zielonym szlakiem, ale w końcu wybieramy czarny przez Sulową Cyrhlę. Znowu na pewnym odcinku wchodzimy do mgły. Nawet upadki bywają wesołe, co pokaże zdjęcie. Widać po prawej nartostradę Mosorne. Potem czarny szlak zmieniamy na niebieski, który już nas doprowadzi do Zawoi Markowej na parking, gdzie przy samochodzie już nas czekała nasza koleżanka. Meta - 15.50. Obok nas są także młodzieńcy "z Diablaka". Czas pożegnać się i powrót do domu.
Sumując, dla takich chwil jak ta dzisiejsza wędrówka Babią Górą, warto żyć, warto pokonać słabości (szedłem przeziębiony) i trzeba dziękować Bogu, że tchnął w naszą planetę życie i tylko trzeba pilnować, żebyśmy my ludzie tego nie zniszczyli.
Adaś, pozdrowiłem tak jak sobie życzyłeś i dodatkowo powiedziałem, że też się wybierasz na Królową Beskidów, więc czeka na Ciebie,