Dzięki za radę.Na Turbacz wchodziłem zazwyczaj od wschodniej strony ale chcę kiedyś poznać także wejścia z innych szlaków , bo można tam wejść z każdej strony świata.
Zainspirowany wycieczką Piotra w Małe Pieniny, widokiem śniegu na szlaku, zatęskniłem za białym puchem.
Jak już pisałem, isnpiracją była wycieczka Piotra z grudnia tego roku. Pokazał m.in. piękno Tatr, a że ja jakoś w tym roku raczej nie miałem szczęścia do bliższego kontaktu z nimi, chciałem je tak samo podziwiać z oddali.
Okazja nadarzyła się nagle, bo w sobotę zauważyłem w onecie zapowiadaną przepiękną pogodę nad Rabką i Nowym Targiem, ale tylko na niedzielę. Decyzja błyskawiczna - idę w Gorce. Muszę tak dobrać trasę, aby mieć jak najmniej przesiadek. Wyszło na to, że rano mogę dojechać z Bielska-Białej do Nowego Targu, a powrót po południu z Rabki do Skoczowa. Czyli ... fantastycznie. Pójdę więc trasą już mi znaną, już kiedyś dreptaną, z tym, że w odwrotnym kierunku.
Przyjechałem autobusem do Nowego Targu o 10.27. Krótki spacer do rynku, skąd autobusem MZK odjechałem o 10.51 na miejsce startu do Kowańca. Start zielonym o 11.05. Jeszcze nawet autobus, który mnie tam przywiózł załapał się do zdjęcia. Trochę mnie to zaskoczyło, że w Nowym Targu tyle śniegu, ale to tylko nada urokowi trasie.
Ludzi na szlaku bardzo dużo, z tym, że ja raczej nie robiłem im zdjęć, za to skupiłem się na przyrodzie, a zwłaszcza na widoku Tatr, dla którego tutaj dziś jestem. Słońce bardzo ostro nad nimi świeciło, więc nie było mowy o sfotografowaniu tego wszystkiego, co widziałem.
Bukowina Waksmundzka z resztką rzeźb Hasiora - 12.08. Widać daleko, nawet w pewnym momencie ubrana w białą czapkę Babia Góra zerka w naszą stronę. Potem po dojściu szlaków niebieskiego i czarnego (12.45) już można podziwiać pasmo Gorców w stronę Lubania.
Szlak żółty , także z Kowańca, dochodzi o 13.10. Początkowo miałem nim wychodzić, ale na korzyść zielonego przemówiło to, że żółtym schodziłem podczas mojego ostatniego tutaj pobytu przed laty.
Wreszcie pokazuje się schronisko na Turbaczu (awatar trasy). Przychodzę do niego o 13.33, a 7 minut później już jestem w pokoju. Tu będzie nocleg. Myślałem nawet pójść dalej do Starych Wierchów, ale nie byłem pewien, czy będą wolne miejsca, a poza tym tego nie planowałem, bo nie liczyłem, że tak szybko wejdę na Turbacz.
Pozostaje czas wolny do rana. Korzystam z okazji i schodząc na polanę widoczną z mojego okna aż do Bacówki obserwuję zachód słońca nad Tatrami. Zaczynam odczuwać narastający mróz, więc wracam do schroniska. Myślałem jak zagospodarować tyle godzin czasu, ale rozwiązanie samo przyszło. Dwie nie przespane noce, dwa wypite piwa w schronisku, spowodowały chęć snu. Tak oto spałem oddychając zdrowym górskim powietrzem 13 godzin od 17.00 w niedzielę do 6.00 w poniedziałek.
Rano musiałem wyjść o 7.00, żeby zdążyć przed 13.00 do Rabki. Tak też się stało. I okazało się, że prognoza kolejny raz się sprawdza. Słońce powoli wstaje, ale Tatry w chmurach. Szczyt Turbacza - 7.07. Nad nim jeszcze świeci księżyc. Idę oczywiście szlakiem czerwonym w stronę Starych Wierchów.
Obidowiec, gdzie dołącza szlak zielony mijam o 8.10. O 8.52 przychodzę na Stare Wierchy, chciałem wypić kawę, jako , że to po krwi najbardziej pożądany płyn w moim organiźmie. Na próżno jednak chodziłem po schronisku, próbowałem kontaktu telefonicznego. Poza 2 kotami nie było żadnej żywej duszy. W końcu poszedłem dalej o 9.15 w stronę Maciejowej.
Teraz powoli zaczynają pokazywać się góry Beskidu Wyspowego z Luboniem Wielkim w roli głównej, tak już będzie do Rabki. Luboń Wielki stał mi się bliskim odkąd parę tras temu został tam kawałek mojego kijka.
Chmury zaczynają zaciemniać horyzont, ale i odchodzą, by znowu się pojawić. Dochodzę do bacówki Maciejowa o 10.31 gdzie wita mnie sympatyczny pies i wprowadza mnie do środka. A w środku pyszności. Od razu widać, że jedzenie jest autentycznie gotowane, a nie odgrzewańce jak na Turbaczu. Pani, która to czyni, robi to z pasją i nie jest drogo. Już na dole dowiedziałem się, że na jej wypieki i kawę przychodzą ludzie specjalnie z Rabki. Ciężko mi było opuszczać bacówkę, ale musiałem to uczynić - 11.15.
Po jakimś czasie zmiana krajobrazu. Śnieg się skończył, trzeba iść polami, ale zaraz za wzniesieniami będą ulice Rabki. Wędrując Rabką zauważam brak kawek, a przecież z tego słynie. Widziałem tylko kilka srok w locie. Nie dochodziłem czerwonym szlakiem do dworca PKP, ale w miejscu gdzie pojawił się szlakowskaz zielony na Luboń Wielki, wraz z nim odbiłem w prawo, bo tędy miałem blisko już do przystanku busów, skąd odjedzie mój autobus. Trochę pokręciłem się po okolicy i na zakończenie fotograficznej relacji - choinki, jako, że Święta za pasem. Meta na przystanku o 12.55. Pół godziny później zabierze mnie stamtąd autobus, który zawiezie mnie aż do Skoczowa, czyli prawie pod dom.
Wycieczka piękna, choć wędrowałem sam. Ale za to na trasie spotykałem sympatycznych ludzi, więc tej samotności nie odczuwałem.