Ojjj, racja Stasiu :))) dzis jestem calkiem"obecna nieprzytomna".pozdrawam:)
Bardzo ważna trasa, dziękować Panu za 60 skończonych lat można tylko u Matuchny na Jasnej Górze, u tej, którą przed laty wybrałem za Królową i Przewodniczkę Moich Tras. Trzeba tam jakoś dojść, więc wybrałem Szlak Orlich z początkiem z Olsztynie.
W tym roku jest inaczej, urodziny i zarazem imieniny postanawiam spędzić na Jasnej Górze. Podziękować Panu za te wszystkie lata życia i prosić o łaski na dalsze lata, a Królowej Moich Tras podziękować za szczególną opiekę, bo niejednokrotnie wychodziłem z opresji w sposób niewytłumaczalny i prosić o dalszą opiekę, żebym na czyjeś pytania typu : a ty nie boisz się chodzić sam? lub temu podobne, mógł jak do tej pory odpowiadać: Nie! bo mam wspaniałą Przewodniczkę.
Dojechałem autobusem do Olsztyna o 11.13 i jednocześnie to była godzina startu, bo od razu wszedłem na czerwony Szlak Orlich Gniazd. Zaraz też udałem się do ruin zamku w Olsztynie i spędziłem tam czas do 11.50.
Potem już dalsza wędrówka przez Kusięta. Szlak raz wiedzie poboczem drogi asfaltowej, raz lasem, łąkami i tak na przemian. Do tej właśnie miejscowości wszedłem o 12.35.
Potem rezerwat "Zielona Góra" (13.25) , gdzie są jaskinie, skały o różnych kształtach, a po jego opuszczeniu jeszcze dłuższy czas idzie się lasem, dopóki nie ujrzy się kominów przemysłowej Częstochowy.
W końcu ponownie asfalt, przebudowa drogi i jak to w takich okolicznościach bywa, usuwane zostają oznakowania szlaków. Tak było i tym razem.
Nigdy tędy nie szedłem, więc nie wiedziałem kiedy trzeba było skręcić na Mirów, więc poszedłem dalej drogą, w końcu i tak w Częstochowie znowu spotkam swój szlak i to się stało przed wiaduktem.
Po drugiej stronie wiaduktu pojawia się częstochowskie Stare Miasto, a w nim Kościół Zygmunta, przy którym swój początek, lub koniec (jak kto woli) ma właśnie Szlak Orlich Gniazd wiodący do Krakowa. Niestety nie znalazłem tablicy z tym faktem, ale też nie szukałem, bo chciałem koniecznie dotrzeć na Jasną Górę przy dziennym świetle. Więc przejście za kościołem prosto w Aleję NMP (15.30).
Pół godziny zajęło mi to przejście i bardzo ucieszyłem się na powrót do tego miejsca po 2,5 roku przerwy. Kiedy to przeleciało?
Marzenia o tym, że swoich podziękowań będę mógł dokonywać w skupieniu prysły jak mydlana bańka, kiedy zobaczyłem tłumy pielgrzymów. Zatem szybko do Domu Pielgrzyma i "rzutem na taśmę" załapałem się na miejsce w bocznym pokoju, o tyle miałem dobrze, że był jednoosobowy. Wielka ulga, bo nie wyobrażam sobie spania (tak jak inni) w kaplicy, czy w bazylice. Mieli nawet ze sobą poduszki.
Już po zachodzie słońce poszedłem do kaplicy Cudownego Obrazu na mszę św., która m.in. była odprawiana w mojej intencji. Śmiałem się w duchu, że jeszcze na żadnych swoich urodzinach nie miałem tylu gości.
Potem jeszcze kilka razy przychodziłem do kaplicy na różaniec, czy w końcu na Apel Jasnogórski. Ścisk jak w puszcze ze śledziami, ale warto było. Takiego przeżycia duchowego się nie zapomni. Brakło tylko jednego - intymnej "rozmowy" z Matuchną, więc będę tu musiał powrócić kiedyś w środku tygodnia.
Po przespanej nocy, ostatni pokłon przed kaplicą (o wejściu do środka można było tylko pomarzyć, tyle ludzi) i dokończenie trasy tym razem szlakiem Maryjnym do dworca PKS, gdzie dochodzę o 6.47 i to jest moja meta. Autobus później wyjedzie z Częstochowy, ale za to wcześniej przyjedzie do Ustronia.
Jestem bardzo zadowolony, że to wszystko miało miejsce w tak ważnych dla mnie dniach.