U mojej siostry ostatnio była podobna sytuacja z pupilem króliczkiem. Przykro mi.
Na Twojej trasie pięknie, jesień w tym roku nas przyjemnie uraczyła tym co ma najlepszego :)
Po 3 trasach wgranych na "zwiedzaj świat" pora wrócić na polskie szlaki, choć też spora część dzisiejszej będzie wiodła polsko-czeską granicą.
Pora leczyć rany i zmazać (przynajmniej starać się wyciąć z pamięci) to co niemiłe, czyli powrót z mojej poprzedniej trasy z ubiegłej soboty do domu. Pusia pochowana, po domu biega już nowy mały króliczek, więc może tym razem ten paskudny wirus już ominie nasz dom.
Ruszam z domu z ciężkim sercem, bo jeszcze całkowicie fobia antywędrówkowa mnie nie minęła. Po to jednak się żyje, żeby pokonywać trudności, więc w drogę. Mam wspaniałą towarzyszkę, z którą nie wędrowałem od stycznia, a wycieczka blisko bo nasze rodzinne okolice. Rozpoczynamy trasę na przystanku Ustroń Centrum, gdzie o 8.10 wchodzimy na żółty szlak na Małą Czantorię. Pogoda piękna, widoczność jeszcze niespecjalna, ale poprawi się w ciągu dnia. Podziwiamy to co zostawiamy za sobą, by po dojściu Na Kępę (8.50) zająć się już tylko tym co przed nami, czyli głównie las.
Ok. 9.50 dochodzimy do punktu zwanego Małą Czantorią, by zmienić szlak żółty na czarny. To jednak nie jest szczyt i postanawiamy, że skoro jest tak pięknie, to podążymy na właściwy szczyt Małej Czantorii, gdzie jesteśmy o 9.58. Wiatr bardzo silny, więc długo tam nie zabawiamy i kolejnym skrótem wracamy na czarny szlak. W ten sposób podchodzimy pod Wielką Czantorię mijając najpierw ranczo (zamknięte dzisiaj) i wchodząc do czeskiej chaty Czantoryje tradycyjnie na dobrego radegasta i kawę. W chacie jesteśmy od 10.42 do 11.30. Mieliśmy teraz po wyjściu na szczyt od razu schodzić do Ustronia Polany, ale, że tak pięknie i mamy tyle czasu postanawiamy iść dalej w kierunku Soszowa, a potem zejść do Wisły Jawornika.
Ludzi sporo na trasie, ale 99% to Czesi. Polacy, jak wyciąg w remoncie zapominają o Czantorii. Tak się jakoś utarło, że na Czantorię trzeba wyjechać, a przecież jest tyle pięknych szlaków.
Na szczycie Wielkiej Czantorii okazuje się, że dziś otwarta jest wieża widokowa i skwapliwie korzystamy z okazji wychodząc na górę. Tam jednak ten mocny wiatr daje się we znaki i w sumie nie wytrzymujemy dłużej niż kilka minut. Robię zdjęcia tylko tej strony, gdzie pozwala słońce. Między innymi zdjęcie-awatar tej trasy pokazujący szczyt Wielkiej Czantorii z lotu ptaka.
O godzinnie 12-tej wchodzimy na czerwony szlak w kierunku Przełęczy Beskidek. Potwierdza się to co pisałem przy opisie 270 trasy, niebieski czeski szlak na Stożek został zlikwidowany, jest tylko nasz czerwony, za to o napisy zadbali Czesi.
Do bacówki "Światowit" dochodzimy, a właściwie schodzimy o 12.40 i tu nie ma niespodzianki, bo jak zawsze (2 lata tak trafiam) jest zamknięta.
Po ośmiu minutach jesteśmy już na Przełęczy Beskidek, gdzie Czesi swoje napisy przenieśli na naszą stronę i już są tylko jedne i dobrze, tak powinno być, w końcu żyjemy razem , to musimy się uzupełniać.
Potem to już tylko podchodzenie na Soszów do schroniska, gdzie zatrzymujemy się między 13.38 a 14.00. Tutaj już zdecydowanie przeważają Polacy. Podoba mi się to schronisko, zwłaszcza z frontowej strony, a będzie jeszcze piękniejsze, co dokumentuje jedno ze zdjęć.
Schodzimy do Wisły Jawornika niebieskim szlakiem, przez moment wspólnie z zielonym i ten zielony to jest coś nowego, bo na mojej mapie go nie ma, ja go nie pamiętam, a szlakowskazu też nie zauważyłem.
Zejście to podziwianie kolorów jesieni, gdyż zdecydowanie jest ich więcej w niższych partiach. Na górze wiatry liście już zerwały i są dywanem dla wędrujących. Poza tym wysoko jest znowu susza i nie wiem jak to będzie jeśli przed mrozami nie spadną deszcze.
Do Jawornika zeszliśmy o 14.50, gdzie nas powitał i pożegnał miły konik i pozostał nam do przejścia tylko odcinek do głównej drogi do Wisły. Tam zresztą na przystanku PKS w Wiśle Jaworniku była nasza meta - 15.25.
Sześć minut później odjechaliśmy autobusem do Ustronia. Powiedziałem koleżance, że jeśli wrócę do domu i króliczek będzie żył to będę najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. I jestem nim.