Toja niezly "spacerek".Szkoda, ze wieży rycerskiej nie udalo sie odwiedzic ,ale co do Perły Zachodu i Zapory w Pilichowicach , to fakt super. I znowu -te same szlaki :)))
Wycieczka sprzed dwóch lat. Uznałam jednak, że ją zamieszczę, bo chociaż miejsca były już opisywane przez innych krajtroterów, to pieszo z Jeleniej Góry do Pilchowic nikt jeszcze nie szedł. A trasa ciekawa.
Nie udało nam się dotrzeć z „naszych” Michałowic do zamku Czocha w Leśnej (brak dogodnych połączeń) więc wybraliśmy się do zapory w Pilchowicach. Dojechaliśmy do Jeleniej Góry, a stamtąd kilkanaście kilometrów spaceru. Łatwo, prosto, przyjemnie. Było to nasze drugie podejście do tej trasy – pierwsze nie wypaliło z powodu deszczu i skończyło się na obiedzie przy rynku w Jeleniej Górze.
Tym razem pogoda sprzyjała. Wyruszyliśmy żółtym szlakiem wzdłuż Bobru. Wygodna, cienista aleja nad samą rzeką, bardzo przyjemnie się szło. Po drodze postój pod wiaduktem. Jadąc pociągiem do Szklarskiej Poręby musieliśmy tędy przejeżdżać, ale ni w ząb nie pamiętaliśmy tego miejsca, a szkoda. W obecnej formie wiadukt został zbudowany w 1953r. chociaż istniał tu od roku 1865. Niestety, poprzedni został zniszczony przez wycofujące się po wojnie wojska niemieckie, a ten obecny jest zbudowany na jego filarach.
Idąc dalej, przy Cudownym Źródełku minęliśmy mężczyznę napełniającego butelki, przyjechał na rowerze i miał ich sporo. Widocznie woda jest rzeczywiście dobra, a może chciał sprawdzić czy żona go zdradza?
Doszliśmy do Perły Zachodu – rzeczywiście – istna perełka! Śliczny budynek, pięknie położony na wysokim brzegu nad Jeziorem Modrym. Zafundowaliśmy sobie kawę i ogrom słodkości, bo przed nami jeszcze szmat drogi i trzeba się przed nią posilić. Drewnianą kładką przeszliśmy na drugą stronę jeziora, posiedzieliśmy przy skałkach kontemplując widok. Zdjęć ciekawych nie mamy, bo było to dwa lata temu i byliśmy wtedy na etapie podróżowania z kamerą. Przechwytywane z niej zdjęcia są byle jakiej jakości (co zresztą widać). Z aparatem zaczęliśmy wędrować niedawno.
Dalej ruszyliśmy wzdłuż Bobru w stronę Siedlęcina, od tej strony można już do Perły Zachodu dojechać samochodem. Minęliśmy elektrownię Bobrowice I, przeszliśmy na drugą stronę rzeki i mijając Siedlęcin powędrowaliśmy dalej. Teraz z pewnością zatrzymalibyśmy się w nim , bo wiem, że warto zobaczyć chociażby Wieżę Rycerską. Niestety, wówczas tego nie wiedziałam, ale uważam, że nic straconego – jest przynajmniej powód, żeby powrócić w te strony i nadrobić niedopatrzenie.
Idąc dalej szlakiem zielonym „udało” nam się skręcić za wcześnie w lewo i dojść do wysypiska śmieci. Zawróciwszy na dobrą drogę pilnie już wypatrywaliśmy odbijającego do Pilchowic szlaku niebieskiego. Udało nam się więcej nie błądzić. Droga do Jeziora Pilchowickiego była bardzo urocza. Polecam taki spacer. Szczególnie piękny jest odcinek wzdłuż jeziora od mostu do zapory. Most bajeczny, pociągi akurat nie kursowały, bo tory były na jakimś odcinku podmyte. Stacja kolejowa Pilchowice Zapora przeurocza. I chociaż zmęczenie drogą i upałem dawało się we znaki, siedząc na trawie pod sosnami i podziwiając ponad stuletnią konstrukcję mostu i znajdującą się poniżej nas taflę jeziora czuliśmy, że dla takich widoków warto było przejść tyle kilometrów.
Satysfakcji dopełnił widok zapory i elektrowni u jej stóp. Robi ogromne wrażenie. Opisywać nie będę, bo są już na tym portalu relacje z tego miejsca i piękne zdjęcia.
Dodam jeszcze, że mieliśmy nadzieję wrócić od zapory jakimś środkiem transportu, ale jak już wspomniałam pociągi akurat nie kursowały, a do autobusu trzeba było przejść jeszcze około trzech kilometrów. Cóż było robić, ruszyliśmy szlakiem – tym razem czerwonym – wzdłuż Bobru. Droga bardzo ładna, ale nogi jakoś nie bardzo chciały się ruszać. Dotarliśmy w końcu na przystanek, tabliczka z rozkładem zerwana, zapytana o autobus miejscowa kobieta powiedziała, że za godzinę powinien jechać. Ponieważ upał był ogromny, przesiedzieliśmy tę godzinę pod kamiennym wiaduktem, bo było to jedyne zacienione miejsce w okolicy przystanku. Po kolejnym kwadransie czekania na bezludnej drodze zaczęliśmy się rozglądać za następnym źródłem informacji. Udało nam się dowiedzieć, że autobus na który czekamy nie kursuje w wakacje. Ale o siedemnastej, czyli za następną godzinę, będzie jechał autobus z Nielestna do Jeleniej Góry, ale trzeba na niego machać, bo inaczej nie stanie. Przeczekaliśmy cierpliwie chłodząc nogi w przydrożnym rowie- być może były to jakieś ścieki – było mi już wszystko jedno. Przed siedemnastą stanęliśmy na przystanku gotowi machać na wszystko co przejeżdża. Ufff… jedzie, machamy, a tu… fiuuuu… i nawet nie zwolnił. Staliśmy tak na tej szosie patrząc w ślad za nim. Po kilku minutach, kiedy zaczęliśmy się zastanawiać, czy ktoś nas weźmie na „stopa” zza zakrętu wyłonił się następny autobus, nie zdążyliśmy pomachać, ale i tak stanął…
Wycieczkę zapamiętamy na długo. Była nadzwyczaj atrakcyjna.