Miało być inaczej i gdzie indziej, ale tego lata pogoda nawala na całej linii, więc wyszło nieplanowane i zupełnie inaczej.
Co zrobić z czasem kiedy jest i kiedy nogi rwą się w góry? Trzeba iść. A jeśli na ten pomysł wpadnie się dopiero przed południem, to wtedy odwiedza się najbliższe okolice.
Pojechałem autobusem do Brennej i wysiadłem na przystanku Brenna Ośrodek Zdrowie, gdzie od razu wszedłem na zielony szlak na Równicę. Zatem start nastąpił o godz.13.10. Mozolna wspinaczka pod górę przerywana zbieraniem grzybów, których wcale się nie spodziewałem, a jeśli tylko słońce dopisze to będzie porządny wysyp.
O godz.14.22 dotarłem do miejsca, gdzie mój zielony łączy się z niebieskim z Orłowej. Krótko jednak byłem im wierny, bo już po 10 minutach odbiłem bezszlakowo w kierunku szczytu Równicy, na który doszedłem o 14.45.
Zejście ze szczytu w kierunku schroniska to tylko szlak żółty, ja do schroniska nie doszedłem, gdyż przy szlaku jest nowootwarty Dwór Skibówki, gdzie spędziłem mile czas przy piwku pomiędzy 15.00 a 15.25. Ceny podobne jak w schronisku, a tutaj dodatkowo piękne widoki z tarasu. Odwiedzenie tego miejsca to był pierwszy powód do odbycia tej trasy. Obiekt budowano wiele, wiele lat. W końcu działa i mogłem tu być po raz pierwszy. Poprzednio na jego miejscu była placówka skąd w czasach PRL zagłuszano fale Wolnej Europy. Zszedłem żółtym do końca, czyli do schroniska PTTK, ale do niego nie wstępowałem, tylko od razu o 15.30 rozpocząłem schodzenie czerwonym koło tzw. Kamienia, czyli miejsca modlitwy ewangelików, którzy przed wiekami musieli uciekać w góry przed represjami. Takie to były czasy, a dziś jakoś o tym w szkołach nie uczą, bo młodzi robili wielkie oczy kiedy im o tym dziś opowiadałem.
Potem to już dzielnica Ustronia - Zawodzie, gdzie niedawno wzniesiono jeden z najwyższych pomników w Polsce - Chrystusa Króla. Kiedy tam byłem, świeciło już słońce i przepięknie promieniami ożywiło Jego berło. Stąd awatar wycieczki. To był drugi powód wędrówki.
A trzeci? Diabli Dołek w Ustroniu, z którym obecnie jestem w szczególny sposób związany, a dziś tam była moja meta. Wyszedłem stamtąd o 17.45 i ten czas uważam za czas mety, za koniec mojej dzisiejszej cudnej wędrówki.