Do Zakopanego przyjechaliśmy autobusem z Krakowa, na cztery dni. Traktując go jak miejsce wypadów w Tatry, ale nie omieszkaliśmy też pospacerować po samym mieście. Są przynajmniej dwie obowiązkowe atrakcje, Gubałówka i Wielka Krokiew.
Do Zakopanego przyjechaliśmy autobusem z Krakowa, na cztery dni. Traktując go jak miejsce wypadów w Tatry, ale nie omieszkaliśmy też pospacerować po samym mieście. Są przynajmniej dwie obowiązkowe atrakcje, Gubałówka i Wielka Krokiew. Na Gubałówkę wjechaliśmy kolejką szynową, która sama w sobie stanowi atrakcję, przez jej oszklony dach, w słoneczny dzień można dostrzec piękno Tatr. Ale tak naprawdę prawdziwe piękno Tatr zobaczyliśmy dopiero ze szczytu Gubałówki, można przy tym usiąść przy piwie i podziwiać, admirować i upajać się panoramą jedyną w swoim rodzaju.
Poszliśmy też pooglądać z bliska, widoczne również z Gubałówki skocznie narciarskie, dwie obok siebie, jedna wielka druga mała. Można było sobie tylko wyobrazić co działo się tam w czasie konkursów skoków z udziałem Adama Małysza. Odnosi się wrażenie, że zeskok skoczni dochodzi do drogi, ale jest tam wystarczająco dużo miejsca dla bezpiecznego lądowania. Trzecią atrakcją są niewątpliwie Krupówki, najsłynniejsza ulica w Zakopanem, pełna dorożek góralskich, knajp, straganów itp. Zawsze pełna turystów. Nie mogliśmy nie spróbować góralskich oscypków. Pomysł dojazdu autobusem był genialny ze względu na korki panujące nie tylko na Zakopiance, ale i w całym mieście, trzeba mieć nie lada cierpliwość, a o miejscach parkingowych nie wspomnę. Zresztą po co komu samochód w Tatrach? Pobyt można uznać za udany choć krótki, klimatyczne góralskie chaty na każdym kroku, dodają miastu uroku i niepowtarzalności.