Super relacja z aktywnych wakacji.
Międzyzdroje, Wapnica – wzgórze Zielonka – Lubin, Warnowo – jezioro Czajcze – Wisełka – Międzyzdroje, Świnoujście – Ahlebeck.
Nadeszła pora na następne wakacje. Na miejsce gdzie je spędzimy wybraliśmy Międzyzdroje – znany kurort nadmorski. Jadąc nad polskie morze warto wziąć pod uwagę bałtycką aurę i wybrać miejsce, które oprócz leżenia na plaży oferuję inne atrakcje lub zapewnia je najbliższe otoczenie. Wtedy kapryśna pogoda nie zabije naszego urlopu.
Wyjechaliśmy wieczorem 03.08.2008r. w niedzielę, najpierw czerwonym autobusem na dworzec PKS, by później przenieść się do innego już właściwego. Podróż zajęła nam całą noc. Autobus kursował bezpośrednio do celu. Dotarliśmy bladym świtem. Przywitała nas pochmurna pogoda i leniwe, jeszcze nawet nie przejawiające oznak przebudzenia ulice. Walcząc z ciężkim bagażem ruszyliśmy szukać naszego miejsca postoju. Niestety dom wczasowy otwiera swoje podwoje dopiero o 7.30, była 5.00.Mając do dyspozycji 2,5 godziny i ciężkie torby udaliśmy się na „przywitanie morza”. Plaża o 5 rano była całkowicie pusta nie licząc sprzątaczy. Mieliśmy okazję przejść się po pustym molo. Obeszliśmy główny deptak, „po raz pierwszy”, oraz alejkę gwiazd przy hotelu Amber. Dodatkowo zaczęło padać. Po powrocie do ośrodka doczekaliśmy się w końcu na nasz pokój. Mimo osobnej łazienki nasz pokój nie był najgorszy. Odespaliśmy kilka godzin i znowu poszliśmy na molo.
Następny dzień 5.08 , wtorek, też był deszczowy. Spędziliśmy go na spacerach i zwiedzaniu gabinetu figur woskowych.
Dnia 6.08 w środę, z samego rana pojechaliśmy autobusem do miejscowości Wapnica. Nieduża mieścina znana jest z Turkusowego Jeziorka ( nazwa podobna do tego koło Marciszowa, ale kolor bez wyrazu). Jezioro Turkusowe jest zbiornikiem sztucznym. Powstało na podłożu marglisto- wapiennym w miejscu wyrobiska kredy. Położone jest na wysokości 2,6 m n.p.m. Głębokość jeziora wynosi 21,2 m. Mamy tu do czynienia ze zjawiskiem kryptodepresji – dno zbiornika leży poniżej poziomu morza (18,6 m). Powierzchnia jeziora 6,74 ha.
Obeszliśmy jeziorko i wchodząc na górę Piaskową przez las, udaliśmy się w kierunku punktu widokowego na wzgórzu Zielonka. Tam można zaobserwować ciekawe zjawisko wstecznego biegu delty Świny.
W 1994 rozlewisko to zostało włączone w skład Wolińskiego Parku Narodowego. Ten wodno-błotny teren przyrodniczy to archipelag 44 wysp i kanałów o zmieniających się kierunkach przepływu wód. Na tym obszarze ścierają się wpływy wód słonych i słodkich.
Rozciąga się tam również piękny widok na wyspy, rzekę, morze i pobliską miejscowość Lubin. Przy ładnej pogodzie widać Świnoujście.
7.08. czwartek, wieczorem postanowiliśmy sprawdzić jak przebiega życie nocne kurortu. Przy głównym deptaku jest spora baza gastronomiczna i ogródki piwne, ale po 20, przy ładnej pogodzie trudno jest znaleźć miejsce siedzące. Po wypiciu kilku zielonych piw i zjedzeniu kolacji opuściliśmy ogródki pachnące smażonymi specjałami. Naszym celem stała się plaża, zachód słońca i oświetlone molo. Molo ma swój urok o zmroku, latarnie nadają mu klimat i do tego szum , zapach morza jest pięknie.
8.08. piątek, wyruszyliśmy w kierunku zagrody pokazowej żubrów, minęliśmy ją i weszliśmy w głąb lasu Wolińskiego Parku Narodowego, poruszając się cały czas dróżką. Przeszliśmy jakieś 9 kilometrów i dotarliśmy do wsi Warnowo i asfaltowej drogi. Dalej drogą do jeziora Czajcze. Tam zeszliśmy z asfaltu i weszliśmy do lasu poruszając się wzdłuż brzegów jeziora szukaliśmy „Grodziska”. Prowadzone w okresie powojennym badania archeologiczne na półwyspie jeziora Czajcze (będącym jeszcze w XIX w. wyspą) wykazały ślady istnienia słowiańskiego grodziska stożkowego nazywanego w 1629r. „Schlosswall”. Datuje się je na IX-XII wiek. W czasie najazdów stanowiło ono miejsce schronienia dla okolicznej ludności. Nazwa pobliskiej miejscowości Warnowo pochodzi od wrony. Aby odnaleźć Grodzisko, co wcale nie jest łatwe, trzeba wejść na wzgórze, tam można przeczytać historię wzgórza i obejrzeć obelisk. Po zejściu z górki warto obejrzeć Wydrzy Głaz, wystający z wody na jakiś metr, ma 8 metrów obwodu i waży 26 ton. Ponoć w ciepłe dni wygrzewają się na nim wydry.
Gdy zeszliśmy z półwyspu zaczęła się psuć pogoda. Zrezygnowaliśmy z powrotu pieszo i udaliśmy się w kierunku Wisełki. Niestety pogoda załamała się znacznie szybciej. Zaraz po dojściu do szosy rozpętała się piekielna ulewa z piorunami. Jedynym naszym ratunkiem stały się płaszcze przeciwdeszczowe ukryte w naszych plecakach. Nie chroniły jednak butów, a ulica zaczęła płynąć woda, miejscami przechodząc w rwąca rzekę. Przemoczeni od kolan w dół, po półgodzinnej wędrówce dotarliśmy do kurortu Wisełka i w tym momencie przestało padać i wyszło słońce. Stojąc na przystanku w oczekiwaniu na autobus do Międzyzdroi, stanowiliśmy ciekawy obiekt obserwacji kuracjuszy. Tak oto mało interesująca wyprawa stała się wyprawą z obozu przetrwania.
Po przygodzie nad jeziorem Czajcze, 9.08. sobota, weszliśmy do rezerwatu żubrów. Najpierw obeszliśmy zagrody z dzikami, sarnami, oraz orłami bielikami i dopiero weszliśmy na taras przy żubrach. Niestety nie sprzedają tam piwa Żubr. Długo czekałem aż osobniki ruszą się spod płotu pod nami i dadzą na siebie popatrzyć. Ale było warto.
Po południu wreszcie plaża.
Wart obejrzenia jest kościół pw. Św. Piotra Apostoła i kaplica Stella Matutina (Zbudowana w 1902 roku ze składek katolików. Hospicjum od początku prowadzą Siostry Boromeuszki).
13.08. w środę pojechaliśmy autobusem do Świnoujścia. Świnoujście jest nietypowym miastem przedzielonym rzeką. Bez mostów, a jedyny sposób dostania się na drugi brzeg jest przeprawa promowa.
Po zejściu z promu przeszliśmy całe miasto z parkiem zdrojowym. Doszliśmy po drodze do dwóch ciekawych obiektów. Fort Anioła i Fort Zachodni. Są to pozostałości po fortyfikacjach, wykorzystane jako muzea sprzętu wojskowego. Po obejrzeniu Fortów przeszliśmy na cypel z wiatrakiem, najbardziej charakterystycznym miejscem Świnoujścia. Wykonaliśmy koleiny długi marsz. Przeszliśmy całą plażę Świnoujścia i doszliśmy do granicy niemieckiej. Dawniej były tam zasieki sięgające aż w morze, dziś nie wiemy kiedy przeszliśmy granice. Można to poznać chyba tylko po golasach pojawiających się bez zbędnej pruderii na plaży. Bo właśnie tak z nienacka zaczynają się Niemcy – od plaży nudystów. Golasów ubywa a my powoli dochodzimy do zwykłej plaży w miasteczku Ahlebeck. Jest tam śliczne molo z drewnianym domkiem, a i samo miasto jest warte obejrzenia.
| Autor | Wiadomość |
|
Wysłano: 2011-04-20 19:52:36
Super relacja z aktywnych wakacji. |