Miło mi za uznanie. Pozdrawiam Moniko. Staś
Zdjęcie wgrane na "zwiedzaj świat" są jeszcze niewidoczne, więc wyjątkowo trasę 250 wgrywam tutaj. W końcu ten odcinek, którym szedłem w dalekiej przeszłości należał do Beskidu Śląskiego. Teraz to Beskid Śląsko-Morawski.
Miałem iść tam gdzie nie poszedłem tydzień temu, czyli podziwiać krokusy na Rysiance i z takim nastawieniem wyszedłem z domu. W autobusie bardzo zdziwiłem się jak zobaczyłem, że nie ma mojej koleżanki, z którą miałem iść. Potem wyjaśniło się, że spanikowała po wysłuchaniu w telewizji prognozy pogody. No cóż, jeszcze jakoś do niektórych nie dociera, że dokładnie sprawdzam pogodę na danym terenie zanim wyruszę w podróż.
Przyjechałem do Cieszyna i stwierdziłem, że absolutnie nie mam ochoty dziś na samotne wędrowanie, więc telefon do Jadzi, która wraz z kołem miała dziś być na Jurze. Okazało się, że wycieczkę im odwołali, bo ludzie też spanikowali po wysłuchaniu prognozy pogody i dlatego ona wraz z częścią z naszej stałej grupy już są w drodze do Czech. Ucieszyłem się, nagła zmiana planu z Beskidu Żywieckiego na Śląsko-Morawski i poszedłem do Czeskiego Cieszyna na nich poczekać.
Pojechaliśmy pociągiem już razem do Dobratic na miejsce startu czerwonym szlakiem - start 8.10. Potem w drodze na Praszywę o 8.52 minęliśmy Kamenite, do schroniska na Praszywie dotarliśmy o 9.35. Tam tylko pieczątki, przywitanie z nieszkodliwym misiem i dalej. Szczyt Praszywy minęliśmy o 10.13.
Na pierwszy postój zatrzymaliśmy się w chacie na Kotarzu (11.05 - 11.40) oczywiście przy przepysznym Radegaście. Następna chata na Ropiczce dalej w remoncie, więc mijamy ją o 12.25. Tak dochodzimy do sedla czyli inaczej przełęczy Pod Wielkim Lipowym o 12.56 i zmieniamy szlak na żółty, który dziś służy jako łącznik do niebieskiego szlaku, na który wejdziemy o 13.57 na sedle Szyndelna.
Potem niebieski aż do chaty na Jaworowym, po drodze zdobywamy szczyt Jaworowego o 14.30. Drugi dłuższy postój w chacie na Jaworowym między 15.00 a 16.10.
Ostatni odcinek to kolor zielony, którym rozpoczynamy schodzenie do Wędryni właśnie o 16.10. Już na dole mijamy Oldrzychowice o 17.19, Równą o 17.50, by o 18.30 dojść do mety na stacji kolejowej w Wędryni. Kiedy byliśmy na kładce nad rzeką Olzą w Wędryni uciekł nam pociąg do Czeskiego Cieszyna, tak więc mieliśmy godzinę czasu na podsumowanie wycieczki.
Zdjęcie dworca w Wędryni będzie już niedługo historyczne, bo Czesi z robotami polegającymi na wymianie torowisk, tuneli i dworców dotarli właśnie tutaj i jest to ostatnie miejsce do wymiany na linii kolejowej między Trzyńcem a Mostami.
Czechom opłaca budować się linie kolejowe od podstaw, opłaca się dodawać do rozkładu jazdy nowe pociągi i jednocześnie obniżać ceny za przejazd. Czy to fantazja? Nie, to wszystko w realu. Tylko my Polacy potrafimy wszystko usuwać, niszczyć i twierdzić, że się nie da, że to niemożliwe.
W sumie bardzo fajna jak zawsze w dobrym towarzystwie wycieczka, choć wcale nie planowana, bo każdy z nas dziś miał być gdzie indziej. Ale tak to z nami jest, nas nawet wyolbrzymione negatywnie prognozy pogody w tv nie mają prawa pokonać, bo wiemy z doświadczenia lepiej, hahaha.