Dzięki za uznanie i pozdrawiam. Warto co jakiś czas wdrapać sie na tę "górkę", sam robię to chociaż raz na trzy lata.
Śnieżka – na dachu Sudetów
Był piękny, ostatni dzień sierpnia, mając w perspektywie zbliżającą się jesień chcieliśmy nacieszyć się pięknem naszych Karkonoszy i pojechaliśmy do Karpacza. Tam zaczęła się nasza wyprawa. Zaczęliśmy wejście tradycyjnie - od Świątyni Wang. Po czterdziestu minutach doszliśmy do rozdroża na Polanie,gdzie stało schronisko turystyczne im. Bronka Czecha – jedno z największych w Karkonoszach – dopóki nie spłonęło w 1966r. Zasłużony postój na „małe co nieco” i dalej nietypowo, zielony szlak do czerwonego i trochę w tył na Słonecznik (1423 m n.p.m.), jakąś godzinkę od Polany. Wdzięczna nazwa „Słonecznik” pochodzi od nasłonecznienia tego miejsca i funkcji swoistego zegara słonecznego pokazującego południe dla okolicznych wsi i miast, te dwunastometrowe skały stoją przy samym czerwonym szlaku. Część skał przypomina sylwetkę człowieka, może się kojarzyć z posągami z Wyspy Wielkanocnej. Legenda wyjaśniała, że jest to diabeł, który zagniewany na mieszkających w dolinach ludzi chciał zasypać skałami Wielki Staw, by jego wody zalały domy, ale wtedy dobiegł tu głos dzwonów na Anioł Pański i diabeł skamieniał. Podziwiamy widoki z „kamiennej ławeczki” i zawracamy w kierunku wyjątkowo dziś przejrzystej „królowej Sudetów”. Specjalnie wyczekałem na taka bezchmurną, słoneczną pogodę, bo tylko wtedy można podziwiać w pełni panoramę i cały urok Karkonoszy. Zero chmur, mgieł i błota, a i zdjęcia wychodzą rewelacyjne. Może tylko temperatura + 35 stopni, doskwierała na podejściach, ale im wyżej tym chłodniej, a na Śnieżce to już tylko + 15. Moja ulubiona trasa to właśnie przejście grzbietem Karkonoszy, czerwonym szlakiem, można tak przejść od Szrenicy po Okraj.
Mijamy ruiny schroniska księcia Henryka,(postawione w 1889 r. przez Towarzystwo Karkonoskie (RGV) schronisko turystyczne im. Księcia Henryka – jedno z większych i nowocześniejszych w Karkonoszach. Stąd odbywały się popularne zjazdy saniami do Karpacza. W roku 1974 schronisko spłonęło), a w dole żleb i Wielki Staw - największe w Karkonoszach jeziorko polodowcowe, głębokie na 25 metrów.
Zaraz za nim w dole Mały Staw ze schroniskiem Samotnia, jeden z najpiękniejszych widoków w Karkonoszach. W oddali widać dach Strzechy Akademickiej, po jednej stronie Polska po drugiej już Czechy, a my powoli dochodzimy do płaskowyżu zwanego Równia pod Śnieżką (w najszerszym miejscu ma 3 km) i schroniska Dom Śląski. Miejsce to, zwłaszcza w słoneczny dzień, przypomina ruchliwą ulicę, schodzą się tu szlaki polskie i czeskie, jest to ostatni etap przed widoczną stąd Śnieżką.
Przed samą Śnieżką szlak rozdziela się na dwie drogi jednokierunkowe, jedna w górę, serpentynami, a druga w dół drogą. Po prawie czterogodzinnej wędrówce jesteśmy na szczycie Śnieżki(1602 albo wg innych 1603 m. n.p.m.). Wyprawa była w sierpniu 2008 roku, wtedy stało jeszcze schronisko słynne „latające talerze” w całości - 17 marca 2009 r. miała miejsce katastrofa budowlana, pod zwałami zalegającego śniegu zawalił się jeden spodek, na dzień dzisiejszy jest już odbudowany. Obok schroniska stoi kapliczka Św. Wawrzyńca, którą w latach 1665-1681 kazał wybudować hrabia Schaffgotsch.W XVIII w. cystersi z opactwa w Krzeszowie odprawiali tam nabożeństwa aby przepędzić złe duchy. W 1824 r. kaplicę zamieniono na schronisko turystyczne działające do roku 1850. W przedsionku kaplicy umieszczono tablice upamiętniającą Jana Odrowąża Pieniążka z Warszawy, który w 1828 roku po zejściu ze Śnieżki utonął w torfowiskach. Od ok. 1986 raz w roku - 10 VIII, odprawia się msze św. to także dni skupienia dla przewodników i ratowników GOPR. Od strony czeskiej na sam szczyt można wjechać wyciągiem. Od jakiegoś czasu także Czesi mają swój budynek poczty na Śnieżce, przecież jest ona podzielona granicą i Polska i Czechy mają do niej równe prawa. Na Śnieżce średnio dwa dni w roku są bezwietrzne. Widok z tej góry nie ma sobie równych w dalekiej nawet okolicy, bo jest najwyższym punktem w promieniu kilkuset kilometrów.
Schodzimy na Równie pod Śnieżką i dalej w dół, trochę karkołomną trasą – Kotłem Łomniczki. Od strony Równi pod Śnieżką wpada do Kotła Łomniczka. Tu zaczyna się Jar Łomniczki, czyli rynna erozyjna, gdzie woda opada licznymi kaskadami na odcinku 300m. Są to Wodospady Łomniczki. Idąc tym szlakiem dochodzimy do symbolicznego cmentarza ofiar gór, jest tam duży krzyż i liczne płyty z nazwiskami, których niestety wciąż przybywa. Schodzimy niżej, mijamy nieco zapomniane schronisko Nad Łomniczką i kierujemy się na Orlinek. Gdy widać już czerwony dach prześwitujący między drzewami to znak, że przed nami hotel „Orlinek” zwiastujący koniec wędrówki. Tu przez kilka lat była meta Tour de Pologne. Po zejściu na asfalt stromo w dół obok skoczni narciarskiej do Białego Jaru.
Tak kończy się nasza pielgrzymka po grzbiecie Karkonoszy, pogoda dopisała humory też, zmęczenie jest, bo to nieodzowne zjawisko po takiej trasie, ale jakże przyjemnie się tak zmęczyć.