Z mojej miejscowości do Wadowic jest tylko 51 km,więc wybraliśmy się tam żeby zobaczyć dom naszego ukochanego Ojca Świętego Jana Pawła II.
Wadowice to małe miasteczko,jest przepiękne,nie można się tu zgubić. Gdy tak przechodziłam uliczkami myślałam,jak to kiedyś tędy chodził młody Lolek Wojtyła do szkoły,na spotkania,do kościoła.Wierzyć się nie chce ,że już go nie ma wśród żywych,ale pozostał w naszych sercach. W JEGO rodzinnym domu było sporo zwiedzających,przeważała ludność obcojęzyczna,wszędzie były porozwieszane zdjęcia z całego Jego życia ,w kolejnym pokoju zobaczyłam witrynę,za której szybą wisiały narciarskie ubrania papieskie,nagle dotarło do mnie że to był zwykły człowiek,który pasjonował się tym co wielu z nas,że mimo tego iż został głową katolickiego kościoła pozostał tym naszym Karolem,który do końca swych dni kochał
Tatry. Dosłownie w tym momencie łzy popłynęły z mych oczu,nie potrafiłam się powstrzymać,to było silniejsze ode mnie. Przypomniała mi się chwila,kiedy w TVN przerwano serial "Kryminalni" i oznajmiono o śmierci naszego Papieża. Jeśli ktoś jeszcze nie był w Wadowicach ,to z całego serca polecam... zwłaszcza tym ,którzy kochali naszego Ojca .