To są nasze trzecie rodzinne wakacje. I pierwszy raz tak mało zwiedziliśmy. Byliśmy w Brennej sześć dni i prawie wcale nie wyjeżdżaliśmy poza miejscowość. A i tak codziennie wspaniale spędzaliśmy czas, trochę w górach, trochę na zabawie, i trochę w rzeczce.
1 dzień
Ustroń - Park Leśnych Niespodzianek
Pojechaliśmy tam w pierwszy dzień i proponuję każdemu kto będzie w Ustroniu zobaczyć to miejsce. Dzieciom ogromnie się tam podobało. Były zwierzęta które spacerują tam luzem i można je karmić. Jeden nawet był taki głody że wyrwał mi całą papierową torebkę z karmą, którą się kupuje przy wejściu. Jest także ścieżka z domkami przedstawiającymi ruchome bajki. No i najważniejsza tam atrakcja dla dzieci - plac zabaw. Dzieci mogą poskakać na trampolinie, pozjeżdżać na zjeżdżalni, chodzić po pajęczynie i to co najbardziej spodobało się Kubie lina z siodełkiem na pupę, po której się zjeżdża. Jest także coś dla dorosłych i dzieci, pokaz lotów ptaków. I to nie jakiś małych ale także Myszołowa czy Orła Bielika. Na nas zrobiło to dość duże wrażenie bo jeszcze niegdy z bliska nie widziałam w locie tak dużych ptaków. Jeden nawet przeleciał tuż nad moją głową.
2 dzień
Brenna - Przełęcz Karkoszonka - Klimczok
Drugi dzień był dniem wycieczki górskiej i to dość trudnej. Pojechaliśmy do końca Brennej skąd prowadzi żółty szlak do Przełęczy Karkoszonka a następnie czerwony na Klimczok. Szlak początkowo prowadzi drogą asfaltową. Po jakiejś pół godziny droga się skończyła i rozpoczęło się strome podejście już pod przełęcz. Przyznam że jeszcze nigdzie nie spotkałam się z tak stromymi szlakami, a napotkaliśmy je na każdym szlaku na który wchodziliśmy w tym rejonie. Do przełęczy doszliśmy w godzinę, gdzie znajduje się rozległa polana z pięknym widokiem na dolinę i na Chatę Wuja Toma gdzie zatrzymaliśmy się żeby odpocząć i coś zjeść. A dzieci przybiły sobie pierwszą pieczątkę. Naszym głównym celem był Klimczok, który zdobyliśmy choć z małą przygodą. Otóż weszliśmy na szlak, który jak się okazało jest szlakiem dla narciarzy i dlatego wogóle nie miałam go na mapie. Dziwiliśmy się że jest oznaczony na czerwono pomarańczowo, no ale teraz już wiemy co to oznacza. Mieliśmy się już prawie że wracać po jakiś czterdziestu minutach jak zobaczyliśmy oznaczenie że szlak prowadzi do schroniska na Błatniej. Po chwili doszliśmy do rozwidlenia, w lewo na Błatnię a w prawo na Klimczok.Doszliśmy więc na szczyt robiąc spore kółko i więcej kilkometrów. Ale zdobyliśmy go i mogliśmy zobaczyć schronisko z góry i panoramę okolicy. W schronisku dzieci dostały dyplom i po krótkim odpoczynku trzeba było zejść spowrotem. Z tego szlaku mogliśmy zobaczyć
Szczyrk i Skrzyczne. Próbowałam sobie utrwalić ten piękny widok w pamięci. Sama nie wiem dlaczego ale po prostu uwielbiam takie chwile kiedy jesteśmy wysoko w górach a świat jest na wyciągnięcie ręki. Po drodze znowu posiedzieliśmy na Przełęczy na zwalonych pniach. Cała wędrówka trwała siedem godzin i muszę przyznać że ze względu właśnie na długie strome podejścia a potem zejścia była to wyczerpująca wyprawa. Choć oczywiście dzieci jeszcze do późna miały siłę do zabawy.
5 dzień
Błatnia
Na tych wakacjach dwa razy byliśmy w górach, drugi raz weszliśmy na Błatnią. Chciałam tam iść bo wyczytałam że tam jest najładniej położone schronisko. Szlak prowadzi cały czas przez las, a po drodze można podjadać jagody. Dopiero przy kapliczce rozciąga się polana i panorama pobliskich szczytów. Stamtąd jakieś dziesięć minut i dochodzi się do wzniesienia z którego już widać ranczo pod Błatnią i pasące się przy nim konie. Tam zjedliśmy pyszny obiad i przeczekaliśmy burzę która nas spotkała już na szczęście przy szczycie. Oczywiście podeszliśmy już ten kawałek do schroniska i faktycznie mogłam się przekonać że rozciąga się tam bardzo rozległa panorama pasm górskich. Niestety nie było wtedy odpowiedniej pogody żeby móc w pełni zachwycać się tym widokiem, ale i tak było warto tam dojść.