Rano wybraliśmy się do
Bielska-Białej, spacer po mieście rozpoczęliśmy od katedry i dalej na Rynek, plac zamkowy i dalej uliczkami Starówki pod Ratusz, wzdłuż rzeki Biała pod Teatr Polski.
Bielsko-Biała to urocze miasto, choć zabudowa nieco zaniedbana i ogólnie mało w nim koloru, to jednak
ma swój klimat. Poza tym dużo się tam odnawia, przerabia, także niedługo będzie jeszcze piękniejsze :)
Po Bielsku ruszyliśmy nad
Jezioro Międzybrodzkie przez Straconkę, malownicza
trasa przez górki, za Bielskiem trzeba pilnować skrętu w lewo na Międzybrodzie. Zjeżdża się nad samo jezioro, bardzo fajne miejsce, można połowić, kąpać się, popływać na jakimś sprzęcie. Akurat w aucie trafiła nam się najładniejsza pogoda, nad jeziorem znów zszarzało, ale potem na
Górze Żar przyświeciło mocniej :)
Niestety pomyliło mi się coś i zostawiliśmy auto koło dolnej stacji kolejki szynowej, myśląc, że kawałek pieszo i będzie szczyt, bo kiedyś tak już jechałam, jednak wtedy wjechalśmy znacznie wyżej autem :) No cóż, każdy popełnia błędy :) Po półgodzinnym marszu z wózkiem i rozdrażnionym głodnym dzieckiem, zapytaliśmy czy już bliziutko do końca. Po odpowiedzi: jakieś 1,5 godzinki, odechciało nam się i zawróciliśmy i tak skończyła się nasza przygoda z
tajemniczą Górą Żar :)
Później jeszcze przejechaliśmy koło pięknego
Jeziora Żywieckiego i tyle na dzisiaj...