Zapowiadał się wspaniały dzień - jeszcze był śnieg i słońce w końcu wyszło zza chmur. Zamierzaliśmy pochodzić po lesie i pozjeżdżać na sa kach. Pojechaliśmy do Myślenic, gdzie najpierw wjechaliśmy na górę
Chełm, gdzie skończyły się zabudowania a zaczął się las pięknie ośnieżony z wielkimi czopami śniegu na gałęziach drzew. Stamtąd chcieliśmy dojść do schroniska na Kudłaczach i zobaczyć jak nasze drzewko wygląda w zimie. W porównaniu z miejscem gdzie mieszkamy tam było dużo więcej śniegu, zaśnieżony krajobraz pobliskich wzniesień był przepiękny, a las wyglądał jak ten z Opowieści z Narnii. Dzieciaki miały frajdę, gdy tata robił lawiny z drzew lub gdy znienacka śnieg spadywał na głowę.
Przeszliśmy może pół godziny i doszliśmy do miejsca skąd było widać polanę przy schronisku. Widok był odległy więc stwierdziliśmy że jednak zawrócimy. Jagoda była trochę zła bo bardzo chciała tam dojść i podobało jej się w lesie, szczególnie zrzucanie śniegu z małych drzewek. Jednak gdy poszliśmy na obiad okazało się że Kuba źle się czuje. Już jak chodziliśmy to był markotny, a w restauracji zaczął już się trząść. Tak więc musieliśmy wrócić do domu, ale myślę że jeszcze kiedyś dokończymy tą wycieczkę, że dojdziemy od strony Myślenic na Kudłacze i wyjedziemy już tym razem kolejką na górę Chełm.