Rusinowa Polana, Wiktorówki, Gęsia Szyja
Czas trwania podróży w dniach: 1
Wycieczka na Rusinową Polanę, Wiktorówki oraz Gęsią Szyję jest dla mnie obowiązkowym punktem w trakcie pobytu w Górach. W miejsce to wracam od wielu lat. Wycieczka na Rusinową Polanę stanowi dla mnie odpoczynek po sobocie kiedy to zawsze staram się iść na jakąś dłuższą wyprawę, a tutaj regeneruje siły przed powrotem do domu
Wycieczkę zaczynam zawsze spod parkingu na Wierch Poroninie. Według szlaków dojście do Rusinowej Polany powinno zająć ok. godziny, ja jednak czynię to zawsze o wiele szybciej i mój rekord wynosi 25 min. Droga prowadzi przez las, w którym jak się troszkę zejdzie ze szlaku można znaleźć zawsze sporo grzybów (lecz jest to Park Narodowy i ja niestety nie mam odwagi ich zbierać, ale zawsze spotykam osoby to czyniące). Po początkowych jakiś 100 metrach trochę pod górę dalej droga prowadzi nas po „równym” szlaku. Nie ma jak się zmęczyć…
Mniej więcej w połowie drogi jest mała polanka, z której roztacza się widok na Tatry Słowackie (ja niestety nie umiem rozróżniać szczytów).
Dalej znów jest las i tak do samej Rusinowej Polany.
Po tak średnio 40 min bardzo wolnego jak dla mnie marszu docieramy na polanę. Ja za każdym pobytem spotykam tam pięknego białego konia (zdjęcia są zamieszczone w galerii).
Po krótkim odpoczynku na Rusinowej Polanie zawsze udaję się do Sanktuarium Matki Boskiej Królowej Tatr (potocznie kościółek zwany jest Wiktorówkami). Już po pierwszym pobycie w tym miejscu zaczęłam marzyć aby w tym właśnie miejscu wziąć ślub…
Z reguły miejsce to odwiedzam w niedzielę, więc trafiam na mszę świętą, która tutaj ma swój niepowtarzalny charakter (może to powoduje to miejsce, a może po prostu zakonnicy którzy ją prowadzą).
Potem zawsze następuje powrót na Rusinową Polanę i spożycie prowiantu (czasami robię to przy kościele gdzie są ustawione specjalne ławy, a Braciszkowie w kuchni serwują typowo stołówkową herbatę – czyli bardzo słodką i słabą zarazem, tak bardzo przypominającą smaki ze szkoły…).
Następnie przychodzi czas na zdobycie Gęsiej Szyi. Ktoś wymyślił, że drewniane stopnie które są na całym szlaku prowadzącym na górę ułatwią turystą wspinaczkę, ale dla mnie stanowią istny koszmar i wolę iść obok po trawie. Już w trakcie wspinaczki roztacza się naszym oczom cudowna panorama Tatr. A po dojściu na sam szczyt jest jeszcze lepiej. Z jednej strony Tatry, natomiast z drugiej mamy widok na okoliczne wsie. Moi gospodarze za każdym razem pytają się czy widziałam ich dom, ale ja nie mam aż tak sokolego wzroku.
Po zejściu z góry czas na dłuższy odpoczynek i opalanie się…
A potem następuje szara rzeczywistość i trzeba wracać do domu… Aby znów w to miejsce powrócić…
Powrót u mnie zawsze następuje ta samą trasą, czyli na Wierch Poroniec, gdyż tam mam zostawione auto. Lecz raz odstąpiłam od tej trasy i zeszłam z drugiej strony, czyli przez Zazadnię. Warto było. Ale potem nastąpił 5 km spacer pod górę po rozgrzanym asfalcie…
Dla zainteresowanych zamieszczam poniżej adresy stron poświęconych miejscom, które opisuję w mojej wycieczkę, gdyż nie widzę sensu w kopiowaniu informacji tam zawartych.
http://przewodnik.onet.pl/1110,2156,1064303,1064304,artykulr.html
http://www.tatry.turystyka-gorska.pl/rusinowa_polana.htm
http://tatry.strefa.pl/wedrowka/szlaki/inne/Rusinowa%20Polana.htm
http://www.spisz.iq.pl/region/rusinka/
Tagi: piesza,
rowerowa,
tania,
średniotrudna,
kajakowa