Tak naprawdę rozmawiamy o czymś tajemniczym i bardzo starym, Adasiu.
Jest w nas, mężczyznach, pewne oczekiwanie odziedziczone po odległych przodkach, które ujawnia się w takich chwilach, jak ta moja przed samotnym domem w Górach Kaczawskich: my powinniśmy przynosić swojej kobiecie zdobycz, a ona, oczekując na nas przy domowym ognisku, przygotuje z tego posiłek dla nas, dla siebie i wspólnych dzieci. Tak było przez tysiąclecia i tak jest nadal, mimo iż już nie sandacza ani nie łanię niesioną na grzbiecie przynosimy do domu, a pieniądze. W istocie nie jest to zmiana zasadnicza. Nadal, jak wtedy, źle znosimy sytuację, w której nie potrafimy zapewnić zdobyczy dla swojej kobiety, a nawet taką, w której jej zdobycz (zarobki) są większe od naszych. Tajemniczość w trwaniu tego w nas, jakbyśmy obraz swojej kobiety przy ognisku wyssali z mlekiem matki albo mieli zapisany w genach.
Zapis, jakikolwiek by on nie był, pierwotnie stanowiąc swoistą umowę wzajemnego świadczenia usług i pomoc w wychowaniu potomstwa, przez te tysiąclecia wzniesiony został na wyżyny etyki, moralności i uczucia; nasyciliśmy go swoimi tęsknotami i oczekiwaniami ciepła, które one, kobiety, potrafią wydobyć z siebie i obdarzyć nas nawet w zimie i w ilościach właściwie nieograniczonych.
I ten fakt jest jeszcze bardziej tajemniczy.
Marcel Proust powiedział, że każde wrażenie ma dwa korzenie: jeden zaczepiony jest o chwilę bieżącą, drugi sięga głęboko w naszą przeszłość – i dokładnie tak było przed domem z dymiącym kominem: stałem tam ja, jednodniowy wędrowiec z kartą bankomatową w kieszeni, ale jakby stał tam też myśliwy, mój odległy przodek niosący swojej kobiecie zdobycz na ramionach. Oczywiście, że tak naprawdę dziwne i ciepłe odczucia tamtej chwili były tylko moje, ale w pewien sposób tkwiące korzeniami w dalekiej przeszłości.
Może trochę truję, ale ostatnio tego rodzaju powiązania chodzą mi po głowie:)
A poza tym zaraz będę pakować plecak. Jutro jadę w góry:)
Swoje islandy sprzedaję, niestety. Są odrobinę za małe:(
Mówiłem moim stopom, że nieprawda, że są dobre, ale one się uparły i już.



































