Czytając komentarze, poczułem miłe ciepłeko w piersi, za które bardzo Wam dziękuję.
Mariuszu, kliknąłem edycję, pewnie, ale tam było jakoś dziwnie: wszystkie rubryki można było zmienić poza tą jedną, która zmiany wymaga. Próbowałem tak i owak, aż w końcu poddałem się.
Tojo, wiesz jak było z moją wytrwałością? Sapałem jak parowóz. Tak było:) Najuciążliwiej było pierwszego dnia, gdy szedłem na Jagodną. Średnio co kilkadziesiąt kroków musiałem robić chwilę przerwy dla złapania oddechu, a to przez ten głęboki, wysysający siły śnieg. W czasie jednej z tych przerw zauważyłem ludzi idących za mną. Zaczekałem na nich, to były trzy dziewczyny. Chwilę rozmawialiśmy, powiedziały mi, że idąc dziękowały temu, który szedł przed nimi przecierając szlak. Gdy ruszyliśmy dalej szedłem na przedzie, wiesz: uznałem, że jako przedstawiciel mocniejszej płci powinienem ułatwić drogę białogłowom. I cóż się dalej? Otóż już po chwili one mnie wyprzedziły! Do Jagodnej jeszcze doszliśmy razem, ale później okazało się, że nie mnie już mierzyć się z młodymi łaniami: zostałem w tyle. Swoisty odwet wziąłem pod wieczór następnego dnia: gdy wszedłem, zmrożony i zaśnieżony, do jadalni wracając z Wieczności, one, siedząc nad piwem, powiedziały mi, że nie były na szlaku.
Krzysztofie, Doroto, dziękuję. Nie dość, że mój imiennik, to i kobieta nosząca imię bardzo mi bliskie:) Wiecie, co tak naprawdę jest ważne? Nie umiejętność ubierania odczuć w słowa, bo ta jest po prostu dana nam niejako z zewnątrz, przez Opatrzność czy Los, a przeżywanie. Wiem, że są ludzie, którzy więcej ode mnie poczują, przeżyją, dostrzegą, tyle że nie wyrażą tego słowami, ale one są wtórne; pierwotne, bo najważniejsze dla nas, jest to, co czuje się w sobie. I tego właśnie, bogatego i pozytywnego przeżywania, życzę Wam.
Stanisławie, Mokunko, dziękuję Wam. Zdjęć zrobiłem wiele, ale uznałem, że dla kogoś, kto nie widział tych widoków, kto nie był tam, większość z nich wydawać się będzie podobna. Mgiełka wisząca w powietrzu bardzo utrudniała robienie dobrych zdjęć, chociaż wiem, że są tutaj ludzie, dla których nawet mgła nie jest przeszkodą w zrobieniu super zdjęć.
Witaj, Adasiu:)
Przeczytałem niemiecką baśń o Strażniku Wieczności, a nawet dodałem adres do zakładek, bo po prostu dobra to baśń, czyta się ją z ciekawością. Znalazłem drogę prowadzącą do samej Huty, na jej końcu jest miejsce na zaparkowanie samochodu. Mam je zaznaczone na swoich mapach, bo planuję pojechać tam i przejść całą Wieczność. W końcu marca wyjadę, jak zwykle, z lunaparkiem na objazd Polski, ale jeśli tylko aura pozwoli, chciałbym za miesiąc, czyli w połowie miesiąca, wrócić tam.




































