Krakowskie Przedmieście
Kościół seminaryjny pod wezwaniem
Wniebowzięcia NMP i św. Józefa Oblubieńca budowany (od 1643 roku przez około 100 lat) w stylu barokowym, na planie krzyża, według Józefa Szymona Belottiego dla zakonu Karmelitów Bosych z Lwowa sprowadzonych do Warszawy przez Zygmunta III w 1622 roku. Początkowo otrzymali oni tereny położone przy dzisiejszej ulicy Senatorskiej, jednakże z powodu przeróżnych przeszkód zrzekli się owej darowizny królewskiej i przeprowadzili do Krakowa.
Ponowną przeprowadzkę do Warszawy uczynili w 15 lat później na zaproszenie Władysława IV, a ściślej dzięki namowom i zabiegom królewskiej małżonki Cecylii Renaty. Tym razem otrzymali teren przy Krakowskim Przedmieściu
między pałacami: Koniecpolskich i Krasickich. Przy czym Krasiccy podarowali im ów pałac w którym w 1639 roku powstała kaplica oraz rozpoczął działalność klasztor Karmelitów. Wszystkie kościelne ołtarze zaprojektował królewski architekt Władysława IV (fundatora kościoła) - Tylman z Gameren.
Niestety potop szwedzki zniszczył tamten kościół niemal doszczętnie,
Szwedzi zdewastowali budowle, zagrabili wszystko co stanowiło jakąkolwiek wartość materialną, a sam budynek spalili w 1655 roku jednakże już w 5 lat później zakonnicy podejmują dzieła odbudowy swej świątyni, która z braku odpowiednich funduszy ciągnie się aż do 1701 roku, w którym to dopiero skromny wtedy kościół poświęcono.
Oczywiście, dzięki wsparciu fundatorów kościół wzbogaca się o nowe dekoracje m.in. o
obraz Matki Boskiej Różańcowej - podarowany Janowi Sobieskiemu przez papieża Innocenta X za zwycięstwo nad Turkami jak również dalsze prace budowlane, dzięki którym w latach 1762-80 świątynia zyskuje nową, bardzo nowatorską jak na tamte czasy piękną
klasycystyczną fasadę z piaskowca autorstwa Efraima Szregera (jest to pierwsza klasycystyczna budowla w stolicy, której niezwykłej gracji i lekkości dodają 2 piętra kolumn, posagi świętych oraz umieszczone u góry bardzo wymyśle dzwonnice w kształcie kadzideł.
Na samym szczycie pomiędzy
dwoma posągami wyobrażającymi: Miłość i Nadzieję umieszczono wielką blaszaną kulę (stąd wzięło się powiedzenie: spuchnąć jak karmelicka bania) wokół której wije się wkoło wąż z jabłkiem w pysku, przyciśnięty złocistym kielichem z hostią wyobrażającym Wiarę. Ową fasadę kościół posiada współcześnie, gdyż nie ucierpiał w czasie ostatniej wojny światowej.
Tekst: Anna Rymarczyk - Warszawski Przewodnik Miejski
http://ostolicy.blog.onet.pl/